Array ( ) ANTY-MEN - bloog.pl
Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 716 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Randka Idealna

sobota, 20 czerwca 2009 21:24

Hera: Shit... Jeden wieczór i cały mój idealny świat zbudowany na nienawiści do rodzaju męskiego za głupotę (ewentualnie brak szarych komórek) runął. No... może nie tyle nienawiści, co niechęci, bo jako istota słaba potrzebuję męskiego ramienia.

 

Opieram się na tekście Ateny. Wszystkie wytyczne, krok po kroku.

 

Samca Alfa poznałam na czacie. Umówiliśmy się, jako że fajnie się gadało. Cóż... zdjęcia wysłał mi kiepskiej jakości, więc ja nie mogłam się kierować wyglądem. On zapewne kierował się jak najbardziej, bo jeszcze przed chwilą napisał, że jestem prześliczna (hohoho). Do rzeczy.

 

Nie spóźnił się. Właściwie spóźniłam się ja, bo tuż przed spotkaniem wybrałam się do sklepu. Stał i czekał. Z różą! I tutaj świat zaczął trochę pękać. Uśmiechnęłam się promiennie, ale pomyślałam, że nie może być aż tak idealnie. Poszliśmy na jedzonko. Poszedł zamówić i przyniósł wodę, żeby róża nie umarła. Kurde... tutaj pojawiła się wyraźna rysa w moim świecie. A potem zapłacił! co nie było w zwyczaju pewnego osobnika, z którym spotykałam się dość poważnie jakiś czas temu. Potem miało być kino, ale nie wyrobiliśmy się na seans. Cóż...

 

Generalnie... bardzo uprzejmy człowiek. Przemiły. Dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję... Ja wyszłam oniemiała z knajpy, a kelnerka wyraźnie wilkiem na mnie patrzyła. Gosh... świat się nieco sypnął. Coś jak tynk z sufitu. Wiecie o co chodzi, nie? No i komplementy przez cały czas. Że prześlicznie się uśmiecham, że moje oczy są niewiarygodne, itp., itd. Ani razu nie sięgnął po telefon, chyba że sprawdzał godzinę na moją prośbę.

 

Może tylko trochę za bardzo mu się śpieszyło do całusów. Ale generalnie ma u mnie 9/10 jeśli chodzi o randkę. Dlaczego, niech pozostanie słodką tajemnicą :P

 

Więc, słowem podsumowania... Zostałam odprowadzona do swojego pokoju, by później amanta z owego pokoju wyprosić :) Mój świat legł w gruzach. Byłam na idealnej randce. I chyba się z nim więcej nie umówię. Po co idealne randki? Najlepsze są takie, na które można ponarzekać, bo można przynajmniej temat powałkować. A jak coś jest idealne, to co tu obgadywać i podsumowywać?

 

Heh... Muszę odbudować swój świat :D


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (7) | dodaj komentarz

Prawdziwy Facet

środa, 10 czerwca 2009 17:54

Hera: Większość z nas marzy o Prawdziwym Facecie. Cóż... zawsze twierdziłam, że mój mężczyzna musi mieć silniejszą osobowość ode mnie, bo inaczej umrę z nudów. No i nie może być zniewieściały i używać większej ilości kosmetyków niż ja. Generalnie nie musi być zbyt przystojny, ale niech wygląda. A potem poznałam Prawdziwego Faceta. A mieszkając z nim przez kilka miesięcy pod jednym dachem doszłam do wniosku, że wolę wejść w posiadanie kota. Albo kupię sobie The Sims 3.

Prawdziwy Facet wstaje rano, na trzydzieści minut przed wyjściem do pracy. Generalnie ma daleko w czterech literach to, że specjalnie wstałaś wcześniej, żeby wejść do łazienki. On ma Bardzo-Ważną-Sprawę. Jest przecież człowiekiem pracującym.

Prawdziwy Facet nie przejmuje się faktem, że podłoga w łazience jest usiana moimi włosami, a parkiet w przedpokoju od miesiąca nie widział się z odkurzaczem. Lato czy zima, Prawdziwy Facet chodzi boso.

 

Prawdziwy Facet, robiąc śniadanie, potrafi zasyfić pół pomieszczenia, w którym przygotowuje posiłek, mimo, że robi jedną kanapkę. Poza tym Prawdziwy Facet nigdy nie wyrzuca jedzenia. On zje wszystko. I stąd chociażby ususzony na wiór pomidor walający się po lodówce, kiełbasa, która najpierw wyleżała się w garnku przez trzy dni na kuchence, a potem trafiła jakimś cudem do lodówki i kasza z mięsem biegająca pod moimi drzwiami. Cóż...

Prawdziwy Facet lubi, kiedy jedzenie jest porządnie porozrzucane po lodówce. Dziwnym trafem, jak usuwam kupę serków z moich ładnie poukładanych pudełeczek, serki szybko na nie wracają. Prawdziwy Facet jest hojny i dzieli się jedzeniem z biednym studentem.

Prawdziwy Facet nie zwraca uwagi na ciuchy. I stąd moja najlepsza bluzka „imprezowa" posłużyła nagle za szmatę pod buty. Trzy miesiące jej szukałam...

 

Prawdziwy Facet nigdy nie opuszcza po sobie deski klozetowej. A kiedy wreszcie musi ją opuścić, to nagle się okazuje, że nie ma papieru toaletowego. I zużywa pół rolki tego, który wpadnie mu do ręki. Tak się składa, że jest to mięciutki różowy papier należący do mnie. Skąd wiem? Przeprowadziłam eksperyment naukowy. Położyłam rolkę różowego papieru na umywalce, a na niej postawiłam drugą - zwykły szary papier. Oznaczyłam obie rolki, rozdzierając koniec każdej. Jak się okazało użyta została ta różowa. Bo przecież Prawdziwy Facet ma tak delikatne cztery litery, że nie może użyć zwykłego papieru toaletowego.

Prawdziwy Facet je fast-foody raz na dwa dni. Obowiązkowo zamawia pizzę, każe ją sobie wnosić na piąte piętro w budynku bez windy (swoją drogą facet od pizzy jest naprawdę miłym emerytem). Obowiązkowo pudełko po pizzy zalega w przedpokoju, przygotowane do wyniesienia. Zalega przez jakieś cztery dni. Potem kładzie się je na szafie. Bo ładnie wyglądają. Prawdziwy Facet jest oszczędny -po co wydawać kasę na ozdobne pudełka, skoro mogą zalegać te utłuszczone?

Tobie też już chyba przeszło mieszkanie z Prawdziwym Facetem :)


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Całowanie- trochę mitu, trochę prawdy

wtorek, 09 czerwca 2009 21:24

Atena: Która z nas się nie całowała? Ale czy każda wspomina to z uśmiechem na ustach?

 

Śmiem wątpić, wybaczcie moja daleko posuniętą pewność siebie, jednak moje serduszko podpowiada mi, że nie tylko ja, samotna dusza na tym świecie, miała pewne przykre doświadczenia związane z tym jakże wzniosłym sposobem okazywania uczuć.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Hera, która wcześniej opisała swoje najgorsze całuśne doświadczenie. Nie spodziewałam się tego, ale okazało się, że jednak mam trochę szczęścia, gdyż ja nie natrafiłam na typa ze ślinotokiem. Mam nadzieję, że nie natrafię w przyszłości. W końcu nadzieja umiera ostatnia, drogie Panie.

 

Całowanie zawsze było dla mnie czymś... magicznym. Każda z nas pamięta bajki, jakimi karmiły nas nasze drogie matki. Każda kończyła się pocałunkiem i obietnicą szczęśliwego życia. Swoją drogą, co było potem? Co stało się z Piękną i Bestią, która przemieniła się w księcia za sprawa kilku łez? Co stało się z Kopciuszkiem? Jakie było życie każdej z tych księżniczek, którą chciałaś być? Najbardziej kojarzona z pocałunkiem bajka to chyba „Śpiąca królewna", wystarczył pocałunek prawdziwego księcia i zły czar prysnął, wszyscy byli szczęśliwi, ona otwierając oczy od razu się zakochała i jeszcze tego samego dnia znalazła piękną białą suknię, przygotowała ucztę i wyszła za mąż. Swoją drogą niezły scenariusz, szkoda że nie do spełnienia w realnym życiu, bo muszę was zasmucić, na Ziemi nie ma już książąt. Wiem, boli, ale jakoś musimy z tym żyć.

Hmmnn.... czy ktoś tu jeszcze wierzy w bajki? Pocałunki nie są idealne, nie spełniają życzeń, nie sprawiają, że książę się w tobie zakocha. Książę, chciałabym wiedzieć jak całuje... .

 

Osobiście nie mam wielu powodów do narzekań, moje doświadczenia z męskimi ustami były dosyć przyjemne, skromnie wyznam. Nie wierzę w pocałunki idealne, nawet te Hollywoodzkie zajmują wiele czasu i prób do nakręcenia. Kiedy oglądamy finałowy pocałunek na płaczliwym romansidle, jedyne o czym myślimy to: „dlaczego nie jestem tą aktorką, on tak wspaniale całuje, jestem taka zazdrosna". Ale drogie Panie, my wcale nie wiemy ile razy ćwiczyli tę scenę dopóki nie stała się idealna, dlatego zaprzestańcie tworzyć laleczki voodoo aktoreczek, które miały szczęście całować się z waszym ulubionym aktorem. Z tego wychodzi prosty wniosek, całowanie należy ćwiczyć. Nie zrażajcie się jeśli wasz luby nie całuje jak Apollo, po prostu go tego nauczcie. W sposób delikatny i niezauważalny dla niego pokażcie mu w jaki sposób powinien Was całować. Sam do tego nie dojdzie, gdyż jest przekonany, że już w łonie matki osiągnął status mistrza w tej dziedzinie. Trzeba pomóc mu zrozumieć, że niestety może nie być tak utalentowany jak myśli, że jest.

 

Iw tym miejscu podzielę się z wami moim własnym doświadczeniem. Otóż krótko (między nami niesamowicie krótko) po tym jak postanowiłam żyć dalej bez mojego ukochanego, zaczął podrywać mnie jego kolega. Tak kolega, spodobałam mu się jeszcze jak byłam ze swym dawnym partnerem. To chyba oznacza, że zakazany owoc lepiej smakuje. Po rozstaniu przystałam na kilka spotkań z tymże osobnikiem. Jak już zdobył się na odwagę i postanowił mnie pocałować odczuwałam jedynie ciekawość. Otóż osobnik ten żył w przeświadczeniu własnej „niesamowitości", takie określenie będzie chyba najodpowiedniejsze. Żeby sprawa była jasna, nigdy nie wiązałam z tą znajomością jakichkolwiek nadziei. Otóż wspomniany niesamowity adorator podrywał mnie na teksty... tzn. nie używał znanych sloganów, gdyż jest na to zbyt cudowny. On po prostu był szczery, jest typem gwiazdki z nieba i bez oporów podrywał mnie na opowiadania, jak to laski na niego lecą i jaki jest cudowny, jaką ma praktykę i w ogóle jaki to on doświadczony jest. Ja, dziewczę niewinne i ciekawe prawdziwości jego słów, nie wybiłam mu zębów jak postanowił i mnie zaliczyć do grona jego zdobyczy. Myśliwy z niego nie lada, oczywiście zrobiłam minę jakbym była pod wielkim wrażeniem, trochę „och" i „ach", „jaki ty męski" i jedziemy dalej. Tak więc, kiedy zbliżył do mnie swą twarz, teraz wiem, że powinnam wtedy paść trupem z wrażenia i z natłoku emocji szarpiących moim biednym ciałem (niestety go zawiodłam), nie czułam nic, oprócz czystej ciekawości. Uśmiechnęłam się lekko, by go zachęcić, przecież trzeba dać chłopu przyzwolenie. Kiedy zbliżył usta do mych spragnionych pieszczot warg, nie wydarzyło się nic. Tak Moje Kochane, dobrze przeczytałyście, wielkie NIC. Mój amant po prostu mnie cmoknął, ale nie był to krótki sweet'aśny pocałunek, on po prostu gniótł mi usta dopóki nie straciłam oddechu. To jedno z najgorszych i najdziwniejszych moich doznań. No dobrze, powiedziałam sobie, może jak się ładnie, zalotnie uśmiechnę to pokaże mi, czemu tak wiele lasek za nim szaleje. Moje rozczarowanie do dziś nie zmalało. Oczywiście próbowałam delikatnie pokazać mu, że jestem dużą dziewczynką i może całować się ze mną po francusku, jednak jedyna odpowiedz na moje próby to cisza. Zupełnie jakby się uparł. Byłam w szoku, nasze spotkania trwały jeszcze kilka dni, potem dzięki opatrzności znalazł sobie kolejny cel. Swoją drogą obniżył chyba poprzeczkę, bo z tą dziewczyna jest jako jej facet, ze mną chodził tylko na randki, więc na szczęście niewielu, ludzi o tym wie. To sekret. Liczę na dyskrecję ;D. Wracając do tego niesamowitego samca, okazuje się, że on po prostu nie potrafi się całować. Podczas koncertu był ze swą lubą i chyba chciał żebym była zazdrosna czy coś, bo ciągle się z nią całował- biedactwo z tej panny swoją drogą. Ja oczywiście tego nie zauważyłam- och, ja niedobra, nie zasługująca, by dalej prowadzić swą bezcelową już egzystencję na Ziemi, (gdyż życie bez niego nie ma przecież sensu). Tutaj się chłopina stara, poci, bylebym tylko zauważyła, jaka to szczęśliwa mogłabym być, co mnie ominęło, a ja jak na złość klapki na oczach. Co zrobić, koncert był to się bawiłam z kolegami ;D Na szczęście moja koleżanka, którą nadepnięto spostrzegła ich i zaobserwowała, że z tym biednym dziewczęciem, które zostało uhonorowane mianem jego dziewczyny, też się tak całuje- tylko „cmok". Powiesz - żałosne?, ja ci przytaknę. Facet, który święcie wierzy, że wystarczy mu spojrzeć na dziewczynę, a ona już go pragnie, a nie potrafi się całować, jest naprawdę żałosny. Wysnuwam tu wniosek, że niektórzy są niereformowalni już. Jeżeli musisz uczyć faceta całowania, niech będzie w miarę młody bo dwudziestokilkulatkowie chyba się już do nauki nie nadają.

 

Albo jeśli chodzi o sposób całowania, to ja osobiście mam otwarte oczęta, gdyż lubię sobie patrzeć na mojego lubego. Kiedyś otworzył oczy, zobaczył, że ja się usilnie wpatruję w niego i nie mógł wydobyć z siebie słowa. Potem tylko „zawsze masz otwarte oczy?". Ja ze śmiechem, że tak, a on się lekko zdenerwował. Później podczas pocałunków od czasu do czasu sprawdzał czy mam oczka otwarte. Chociaż według mnie, całowanie i patrzenie sobie głęboko w oczy jest fajniejsze. Nie próbujcie tego ze swoimi chłopakami, to takie wrażliwe istoty, nie mogą znieść myśli, że wpatrujecie się w nich podczas tak intymnego kontaktu ;D.

 

Są różne rodzaje pocałunków. Jest taki pocałunek, który po prostu zwala mnie z nóg. Kiedy facet witając się ze mną kłania się i delikatnie muska wargami moja dłoń. Ja się wtedy rozpływam, nawet jak później okaże się psychopatycznym mordercą w moich oczach będzie jednym z niewielu wartościowych facetów. Milutkie są całusy w policzek na przywitanie lub na dowidzenia. Te z zaskoczenia są szczególnie słodkie ;D. Mogą być też buziaki w czółko, one chyba mówią, że jesteś kimś więcej niż tylko obiektem seksualnym i on dziękuje losowi, za to, że cię zesłał. Chyba można je tak interpretować, chociaż zależy to też od sytuacji. Jednak najbardziej interesujące są pocałunki wymieniane między osobami, które są w sobie zakochane. Są to pocałunki delikatne lub agresywne, pełne pasji, pełne czułości, pełne uczuć, które targają kochankami. Zupełnie jakby nie mogli żyć bez kontaktu fizycznego. On wciąż chce ją całować, obejmować, przytulać, chce jej po prostu dotykać, zupełnie jakby się bał, że jak puści choć na chwilę, to ona zniknie. Z kolei dziewczyna uwielbia być całowana, czuje się kochana, czuje się bezpiecznie, wtedy świat nie istnieje, jedyne co jest dla niej realne to jego usta i dłonie. Wymieniane pocałunki to już nie tylko krótkie buziaki, skradzione całusy, to pocałunki pełne pasji. Całowanie po francusku, z języczkiem, jest najprzyjemniejsze, można to robić na wiele sposobów i wciąż uczyć się nowych. Wystarczy tylko dobry partner, z którym chcesz poznawać nowe rzeczy i chcesz odkryć nową siebie.

 

Pocałunki to temat rzeka, można pisać o technikach, o przeżyciach, o uczuciach, o ich rodzajach. Można opisywać pocałunki piękne lub też takie, które nas rozczarowały. Jednak najważniejsze jest to, że one wciąż są magiczne i powinny być wymieniane tylko z osobami, które się kocha. Mam nadzieję, że już żadna z nas nie popełni błędu. Życzę wielu udanych, głębokich, pochodzących z samego serca pocałunków.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (6) | dodaj komentarz

60 słów, które Twój facet musi od Ciebie usłyszeć (cz.2)

poniedziałek, 08 czerwca 2009 21:34

Hera:  „Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła"

Trzeba wymienić żarówkę w lampce na biurku? Wynieść śmieci? Wykorzystaj dostępne środki - od tego są faceci. Umiejętnym pochlebstwem możesz go zmusić do wszystkiego. Historia znów dotyczy mojego pierwszego chłopaka. Cóż... człowiek sporo fajnych rzeczy sobie przypomina, jak wreszcie opadną emocje po zerwaniu.

Jak wspomniałam ostatnim razem, młodzian ów z zamiłowania jest informatykiem. Tak się poskładało, że mój komputer zaczął szwankować. Nie pamiętam dokładnie, co się działo, ale się buntował niedobry. Poprosiłam więc o pomoc swojego chłopaka. Wyciągnął jednostkę centralną z czeluści szafki (przy okazji mało nie dostaliśmy pylicy, bo ja rzadko sprzątałam czeluście), pooglądał, postukał, popukał, coś wystukał na klawiaturze i komputer jako tako zaczął funkcjonować.

Złożyłam mu deklarację, że bez niego mój świat by się zawalił i w ogóle, że jest absolutnie cudowny. Następnego dnia przyszedł jeszcze raz, z nową kostką pamięci i wczepił do komputera. Okazało się, że zagraciłam go plikami muzycznymi i dlatego nie wyrabiał :D

 

„Uwielbiam spędzać z Tobą czas"

Generalnie powiedziałam to chyba każdemu mojemu dotychczasowemu partnerowi. I znów pojawia się mój pierwszy chłopak, bo sytuacja z nim związana była chyba najzabawniejsza. Przynajmniej dla mnie.

Wspomniałam już, że ów do intelektualistów nie należał. Ja pałałam wówczas miłością do książki (nieważne o czym, ważne, że KSIĄŻKA). On siedział raczej w komputerach, a najdłuższa książka jaką przeczytał, to „Czerwony Kapturek". Podręczników szkolnych na oczy nie widział. Ja raczej typ domowy, mało wysportowana, szybko się męcząca, itp. On osiłek, pracujący ciężko i fizycznie do tego. Generalnie takich różnic można piętrzyć w pagórki i górki. Nic więc dziwnego, że wspólnych tematów mieliśmy... zero?

Jednakże dziewczę naiwne, nie widziało tych różnic. Rozmowy toczyły się wokół Doktora Kredki (generalnie nikt nie chce wiedzieć o co chodzi, bo mi do tej pory wstyd o tym wspominać), jego kumpli i żartów, które rozumiał on sam. Kiedyś, gdy milczałam zawzięcie, a on opowiadał znowu jakąś głupotę, zamilkł nagle i zapytał czy mnie to nie bawi.

„Nie, kochanie. Ale opowiadaj dalej, lubię jak opowiadasz. Dla mnie liczy się nasz czas spędzony razem".

Nigdy nie nauczyłam się słuchać żadnego mojego partnera :D

 

„Podobasz mi się taki, jaki jesteś"

Właśnie stwierdziłam, że mam mnóstwo anegdot o moich chłopakach. Mogłabym pisać o nich godzinami. A zwłaszcza o pierwszym, bo to z nim doświadczyłam pierwszego swojego pocałunku, pierwszych pieszczot, o których nie opowiada się dzieciom, itd.

To na nim przekonałam się, że w chłopaku lepiej nic nie zmieniać. Chociaż on usiłował zmienić mnie. Generalnie jako typ dziecinny, musiałam nieźle pilnować, żeby nie zrobił nic głupiego. Miałam w tym spore doświadczenie, bo praktycznie wychowałam młodszego brata. Jest naprawdę porządnym człowiekiem, chociaż zrobił się z niego szowinista ostatnio. Może dlatego, że zamieszkałam trochę dalej od domu rodzinnego. Do rzeczy.

Wracaliśmy wtedy z urodzin naszej wspólnej przyjaciółki (koleżanka, chłopak solenizantki, mój i ja). Padało strasznie. Generalnie żadne z nas nie miało parasola. Nagle mój się odezwał:

- Jak tak dalej pójdzie, to mi żel z włosów spłynie.

Parsknęłam śmiechem jak głupia (błąd taktyczny) i oświadczyłam, że nawet jak mu żel spłynie, to nic się nie stanie, bo przecież ja go lubię takim jakim jest. Bez żadnego ulepszania.

Wtedy mój uśmiechnął się łobuzersko, wepchnął kumpla w błoto i zaczęli się bić. Poziom mniej więcej małpiego móżdżka, chociaż małpy zachowują się inteligentniej. Później obaj, ubłoceni niemiłosiernie tłumaczyli moim rodzicom dlaczego wróciłam później.

Cóż... z niektórymi deklaracjami trzeba poczekać na odpowiedni wiek.

 

„Uwielbiam się do Ciebie przytulać"

Teraz będzie historia z czasów najnowszych. W sensie mój niedawny chłopak. Wieczór, kiedy postanowiliśmy się spotykać jako para. Generalnie dzień był dość ciepły, ale wieczorek zrobił się chłodniejszy. Po całodniowym spacerze, usiedliśmy u mnie na osiedlu na ławeczce i rozmawiamy sobie. Jakoś tak zleciało nam półtorej godzinki i nagle zrobiło się naprawdę zimno. Dziewczę nierozważne, mając cieniutki płaszczyk i prawie nic pod nim (czymże jest cienka bluzeczka na taki ziąb?), postanowiło zmusić chłopa do jakiejś akcji. Przysunęłam się bliziutko i zaczęłam narzekać, że trochę zimno. Chłop nic. Przysunęłam się jeszcze bliżej i zaczęłam się trząść. Chłop jak skała - zero reakcji.

Potem telefon. Jego była. Po czterdziestej minucie rozmowy, jak kręcił się po podwórku, a ja umierałam z zimna, zaczęłam się zastanawiać czy już powinnam sobie pójść. Wtedy wreszcie skończył rozmowę. Usiadł znowu. Więc zapytałam czy się mogę do niego przytulić. Przystał na to.

Zrobiło się cieplutko. I bardzo, bardzo miło. Po jakimś czasie się pocałowaliśmy. Romantyzm pierwsza klasa, bo akurat niebo przejrzyste było i gwiazdki ślicznie do nas mrugały.

- Lubię się tak przytulać - wymruczałam. - Tak cieplutko...

Chłop pomasował mnie po ramieniu, co by mi cieplej było i wymamrotał:

- No... Wszyscy mi mówią, że jestem bardzo opiekuńczy.

 

„Świetnie całujesz"

Będąc tuż przed maturą, poznałam pewnego młodzieńca. Mundurowy. A że za mundurem panny sznurem, to i ja nie pozostałam obojętna i zaczęłam się z amantem spotykać. Amant urodny nie był za bardzo, ale przecież liczy się charakter. Nieważne są okoliczności spotkania, ani rozwoju znajomości. Dość, że po dwóch tygodniach siedzieliśmy u mnie w pokoju. Dostałam przepiękną maskotkę i dałam się ponieść wzruszeniu (a miałam amantowi dać kosza, bo stwierdziłam, że uroda jednak też jest ważna - na miasto trzeba z mężczyzną od czasu do czasu wyjść, więc prezencja jest konieczna przynajmniej średnia). Dość, że zaczęliśmy się namiętnie całować. Jako że byłam jakieś trzy lata bez praktyki, bo po moim pierwszym miałam traumę, zapytałam czy dobrze całuję. Odpowiedział, że oczywiście. I zadał to samo pytanie.

- Gdyby mi się nie podobało, to bym się z tobą nie całowała - odpowiedziało dziewczę naiwne. I się mało swoimi słowami nie udławiło pięć minut później, kiedy jego ślina spłynęła jej do gardła i popłynęła po szyi.

Cóż... z niektórymi pochlebstwami faktycznie trzeba się wstrzymać...

 

„Jesteś dobry w łóżku"

Perełki zostawia się na koniec. Działo się to w historii najnowszej. Mój „opiekuńczy" chłop i ja postanowiliśmy nabyć nieco praktyki łóżkowej. To znaczy on mi pokazywał co i jak, bo ja niedoświadczona byłam wówczas, a on już „trochę przeżył". Bądź, co bądź starszy dwa lata, facet - nic dziwnego, że doświadczenie łóżkowe posiadał. Chociaż niektórych to zdziwiło :P

Generalnie leżeliśmy sobie na kocyku i zaczęło się podejście. Ja już mocno zaangażowana, oczekuję z niecierpliwością fajerwerków, niesamowitego uczucia, itp., itd. A on opadł. No nic... Jeszcze bez tragedii, zmęczyłam trochę chłopa wcześniej moimi eksperymentami, więc zaczęło się podejście drugie. Już, już ma się dziać... i znów opadł. Jako że głupio się było wycofywać, wzięłam sprawy w swoje ręce i jakoś powoli, powoli się udało.

Już po. Jako dziewczę inteligentne, wiedząc, że nie każdy jest idealny, uśmiechnęłam się do chłopa i powiedziałam, że bardzo mi się podobało. Podziękowałam mu za piękne wspomnienie (taaa... mnóstwo bólu i frustracji, bo on w kwiecie wieku nie może stanąć :/). Liczyłam, że następnym razem wyjdzie lepiej.

Cóż... potem się okazało, że temu panu do chłopa brakło jakieś 30 cm wzwyż i 10 cm w...iesz gdzie :P

 

I to by było na tyle :D Może jednak uważajcie z tymi pochlebstwami :)


Podziel się
oceń
1
3

komentarze (4) | dodaj komentarz

60 słów, które Twój facet musi od Ciebie usłyszeć (cz.1)

niedziela, 07 czerwca 2009 23:04

Hera: Dzisiaj coś o pochlebstwach, które powinnyśmy powiedzieć facetowi, żeby jego ego urosło jeszcze bardziej. Ale istnieje też nadzieja, że zacznie się bardziej starać. Od razu zaznaczę, że wszystkie sytuacje opisane poniżej są prawdziwe!

 

Wskazówka na początek: nie dowartościowujmy faceta, który ma o sobie zbyt wysokie mniemanie. Tekst typu „masz szczęście, że to na mnie trafiłaś" jest tego symptomem. Generalnie uczcie się na moich błędach i jeśli facet powiedział coś takiego do Ciebie, nie mów mu nic z listy, która znajduje się poniżej!

 

„Jaki ty jesteś silny"/„Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa"

Facet niekoniecznie musi być górą mięśni, żeby nam się podobać. Ja osobiście preferuję typ intelektualisty. Ale to zdanie trzeba powiedzieć do każdego faceta. Spotkałam raz w autobusie chłopaka, który wówczas mi się podobał. Całkiem „przypadkiem" przyznał się, że wraca z siłowni. Tak mnie zaskoczył, że zaczęłam się śmiać. Ciężko się na mnie obraził za ten śmiech, bo powątpiewałam w jego fizyczną siłę. Niby ma się te 20 parę lat i zupełnie jak z dzieckiem trzeba :D Generalnie później wielokrotnie udowadniał mi, że jest silny, podnosząc mnie przy każdej możliwej okazji. Niebezpiecznie się zrobiło, kiedy przerzucił mnie sobie przez ramię, rozłożył ręce na boki i zaczął podskakiwać. Więc powiedz swojemu facetowi, że jest silny. Tak na wszelki wypadek.

 

„Jesteś taki mądry"

Mężczyzna musi czuć, że jest kimś. Nawet jak ma szesnaście lat.

Mój pierwszy chłopak do inteligentów nie należał. Cóż... Dopiero później podniosłam poprzeczkę i stwierdziłam, że muszę mieć jednak większy repertuar tematów do rozmowy niż pogoda.

Tak się poskładało, że akurat kończył się rok szkolny. Ja kończyłam gimnazjum, a on pierwszą klasę jakiegoś technikum. Ja świadectwo z samymi piątkami i szóstkami, on naliczył sobie jedną czwórkę, dwie tróje, a reszta - dwójki. Siedzieliśmy sobie w parku. Zastanawiał się jaką ma średnią. Zmarszczył czoło i liczy w myślach. Akurat przechodziła moja koleżanka, więc zaczęłam z nią rozmawiać. Po pięciu minutach ów młodzian wykrzyknął triumfalnie liczbę.

„Wow, jesteś taki dobry z matematyki. Czemu masz tylko dwa?" zapytałam z autentycznym zachwytem w oczach. To go trochę zgasiło. Okazało się bowiem, że nie mógł uruchomić kalkulatora w komórce i dopiero po pięciu minutach mu się to udało. Naiwna.

Na szczęście wydoroślałam z tego.

A chłopak jednak się wziął za naukę. Obecnie studiuje.

 

„Naucz mnie korzystać z komputera, tak świetnie się na tym znasz"

Zakrawa trochę o desperację. „Zwróć na mnie uwagę! Jestem ładniejsza od monitora!"

Historia znów dotyczy mojego pierwszego chłopaka. Od zawsze był informatykiem z zamiłowania. Nie było komputera, którego nie potrafiłby zmusić do pracy, jeśli ten się zbuntował.

Jak łatwo się domyślić, ile razy przychodziłam do niego, siedział z nosem tak blisko monitora, że nie można było powiedzieć gdzie kończył się nos, a gdzie zaczynał monitor. I odwrotnie. Jak spotykaliśmy się u mnie działo się dokładnie to samo. Jakoś nie udawało nam się spotykać poza naszymi domami. Aż dziw bierze, że nie zerwaliśmy przez GG. Do rzeczy jednak.

Pewnego naprawdę pięknego dnia (wakacje, piękna pogoda) spróbowałam wyciągnąć go na spacer. O naiwna! Akurat dostał nową grę komputerową. Siedziałam przez dwadzieścia minut spokojnie i czekałam aż mu się znudzi. Naiwność do kwadratu! Jego gra wciągała coraz bardziej! Po trzydziestu minutach czekania zaczęłam się zastanawiać czy jak zacznę tańczyć przed nim nago, to zwróci na mnie uwagę. Do głowy mi nie przyszło, żeby wyjść. Nigdy nie umiałam „strzelić focha". W końcu w akcie desperacji zapytałam czy może mnie nauczyć w to grać. Napęczniał z dumy, że jego dziewczyna się zainteresowała tym co on lubi. Kumplom się chwalił, że może sobie ze mną w strzelanki pograć i jestem taka wyrozumiała (i to był przykład naiwności do sześcianu! :P)

 

„Masz świetny samochód - podoba mi się!"

Tym razem opowieść nie dotyczy żadnego mojego chłopaka. Ani też takiego, który by mi się podobał. Chodzi o kumpla.

Tak się złożyło, że działając społecznie, potrzebowałam środka transportu, aby dokonać zakupów. Przymiliłam się więc do kolegi, który ów środek transportu posiada.

„Lubię cię. A wiesz dlaczego? Bo lubię ludzi niezależnych. Dla mnie wyznacznikiem niezależności jest samochód. Lubię twój samochód. A teraz go potrzebuję". Potem ustaliliśmy też, że potrzebuję samego kumpla, bo ja nie posiadam prawa do kierowania pojazdem. Oczywiście przystał na moją prośbę, bo kiedy proszę, to mi się nie odmawia :P No i bardzo ładnie poprosiłam.

Zgarnęliśmy po drodze jeszcze jednego kumpla, żeby był ktoś od dźwigania ciężarów i pojechaliśmy do sklepu. Wyszliśmy z niego z dwoma obładowanymi wózkami. Kierowca został z tyłu, bo musiał skoczyć do pralni odebrać garnitur. Stanęłam niezdecydowana pod sklepem, rozglądając się dookoła.

- Cholera... gdzie ten zielony gruchot?

Taaak... to by było tyle w kwestii mojej znajomości marek samochodów.

A samochód znalazł kumpel, którego zgarnęłam po drodze. Po prostu zapamiętał gdzie zaparkowaliśmy.

 

„Romantyk z Ciebie"

Nawet jeśli Twój facet nie potrafi odróżnić suchego patyka od róży - warto mu to powiedzieć!

Historia znów dotyczy mojego pierwszego chłopaka. Akurat wrócił znad morza od rodzinki. Pięknie opalony, zadowolony, przyszedł do mnie w odwiedziny. Ja stęskniona ogromnie, bo przez dwa tygodnie kisiłam się w domu, padłam mu w ramiona. Na początku wręczył mi niebieskie coś. Uśmiechnęłam się słodko i podziękowałam pocałunkiem.

Co to było? Doszłam do tego po tygodniu, jak się bliżej temu przyglądnęłam. Dwa delfinki. W tak rażącym niebieskim kolorze, że aż oczy bolały. Dodatkowo posypane srebrno-zielonym brokatem. Generalnie postawiłam na półce, żeby się nie obraził. Ale śmiesznie wyglądało, bo ja kolekcjonowałam lalki porcelanowe. Więc to coś niebieskie przy mojej kolekcji wyglądało dość... niecodziennie.

Jednak najlepsze miało dopiero nastąpić.

Otóż spragniona usłyszenia głosu ukochanego, rozsiadłam mu się na kolanach. Luby mój sięgnął do kieszeni i rzekł „Daj mi rękę". Jako osoba ciekawska oczywiście zapytałam po co. „Zobaczysz, daj rękę". Znów zapytałam po co. Kiedy po raz trzeci podobnie wymieniliśmy zdania złapał mnie w końcu za rękę, prawie ją wyłamując i wcisnął mi na palec muszelkowy pierścionek. Rozmasowując dłoń, zachwyciłam się pięknem pierścionka. „To takie romantyczne" powiedziałam, bo naiwnej szesnastolatce kojarzyło się to z zaręczynami księżniczki.

Ale chłopak urósł z dumy :D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

wtorek, 17 października 2017

Licznik odwiedzin:  13 121  

Coś, co jest

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Coś, co było

Coś do oceny






zobacz wyniki

Coś nowego

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Coś o bloogu

Nie ma idealnego faceta. Każdy pierdzi i beka. Tylko niektórzy zaczynają rok po ślubie. Nieliczni czekają na to dwa lata. A większość nie czeka wcale. I o tym jest ten bloog. Wytykamy głupotę p...

więcej...

Nie ma idealnego faceta. Każdy pierdzi i beka. Tylko niektórzy zaczynają rok po ślubie. Nieliczni czekają na to dwa lata. A większość nie czeka wcale. I o tym jest ten bloog. Wytykamy głupotę płci brzydkiej. Ich obrzydliwe zachowania, idiotyczne pomysły. Coś, z czym stykamy się codziennie, szukając KSIĘCIA. Ale w tej bajce chyba takiego brakuje :P

schowaj...

Coś o nas

Atena - dziewicza bogini mądrości, sztuki i nauki, Hera - najpotężniejsza bogini, opiekunka małżeństw i wierności małżeńskiej. Obie piękne. Obie mądre. Obie niezależne. Ideały.

Kim jesteśmy? Dwoma zwykłymi dziewczynami. Jak każdy przeżywamy chwile słabości i mamy gorsze dni. Czasami tylko, ale jednak. Odnalazłyśmy siebie w odpowiednim czasie i miejscu. Idealny duet. Jeden duch w dwóch ciałach.

Jakie jesteśmy? Nie traktujemy życia zbyt serio. Lubimy się śmiać.

Ten blog to nasz protest przeciwko głupiemu zachowaniu tych, których już spotkałyśmy. Ku przestrodze tym, których dopiero mamy spotkać.

Coś z liczb

Odwiedziny: 13121
Wpisy
  • liczba: 20
  • komentarze: 64
Bloog istnieje od: 3073 dni

Lubię to